Adopcja. Szczera rozmowa z mamą, która postanowiła dać komuś szczęście.

Przychodzi w życiu nie jednej pary taki czas, kiedy okazuje się, że nie mogą mieć dzieci.

Długo zajęło mi pogodzenie się z faktem, że nigdy nie będę w ciąży ani nie urodzę dziecka mojemu mężczyźnie– opowiada nam kobieta, która po długiej drodze starania się o potomstwo postanowiła adoptować roczną dziewczynkę. Dla bezpieczeństwa swojej rodziny poprosiła, by pozostać anonimową.

W życiu niestety bywa tak, że często ci, którzy nie chcą być rodzicami bardzo łatwo mogą zostać nimi poprzez wpadkę.  Natomiast ci, którzy bardzo pragną i zasługują na to, już nie. Pozostaje im próbować innych sposobów. Mamy przecież teraz metodę in vitro, ale nie każdego na nią stać lub po prostu nie jest to zgodne z ich przekonaniami religijnymi. Zostaje adopcja, jednak to również nie takie proste jak się wydaje. Nie każdy potrafi się zdecydować na ten krok, a oprócz chęci muszą być też spełnione rygorystyczne wymagania,  o których mówi dalej nasza mama.

Jak długo staraliście się z mężem o dziecko?

Trwało to jakieś 6 lat. Rok spokojnego współżycia na zasadzie „fajnie jak się uda„, kolejne dwa lata z kalendarzem i miliardem testów owulacyjnych, witaminkami itd. Ostatnie 3 w Klinice Bezpłodności, łącznie z inseminacją.

Czy robiliście badania, po których okazało się, że nie macie szans zostać rodzicami?

Tak, mąż jest całkowicie bezpłodny, o czym dowiedzieliśmy się po paru badaniach, nie pomogła również operacja. Jest to następstwo zapalenia jąder po przejściu świnki w wieku przedszkolnym. U chłopców nie ma to żadnych objawów, ale takie właśnie skutki w przyszłości. Także przestrzegam mamy wszystkich chłopców, którzy będą chorowali na świnkę… Dopilnujcie tego.

Kto pierwszy wyszedł z inicjatywą adopcji?

Mój mąż. Około miesiąc po otrzymaniu swoich wyników i diagnozie zapytał mnie, a gdy odmówiłam zaproponował mi byśmy poszli chociaż porozmawiać. Nie zgodziłam się również. Ja bardzo długo zastanawiałam się nad tym czy mogłabym adoptować. Wyniki męża to był dzień, w którym zawalił mi się cały świat. Długo też zajęło mi pogodzenie się z faktem, że nigdy nie będę w ciąży ani nie urodzę dziecka mojego męża. Nie zakładałam rozstania, choć parę osób mi to radziło. Były nawet chwilowe rozważania nad dawcą nasienia.

Na adopcje zdecydowałam się pół roku po stracie mojego jedynego biologicznego dziecka. Nawet nie wiem która to już z kolei inseminacja się nie powiodła, jednak w 2 miesiącu musieliśmy się pożegnać z maleństwem, gdyż plemniki męża były za słabe i był to płód obciążony genetycznie- doszło do poronienia. Wpadłam w wielką depresję z której wyciągnąć mnie mogło tylko dziecko. Skoro nie mogłam go sobie urodzić, postanowiłam, że zostanę mamą inaczej. Zaryzykowałam i powiedziałam do męża- chodźmy złożyć te papiery do ośrodka. To był moment, w którym nie miałam już żadnych wątpliwości.

Co na to wasza najbliższa rodzina?

Rodzina męża ucieszyła się szalenie, jakbym po prostu powiedziała, że jestem w ciąży. Moja rodzina była mocno sceptyczna. Uważali, że cyt. „poddaliśmy się” i powinniśmy nadal starać przez in vitro. My nie pisaliśmy przecież sobie na czole ile lat się staraliśmy, jednak uważali, że przed 30 nie powinniśmy w ogóle myśleć o adopcji , a stereotypom nie było końca. Mówili, że dziecko na pewno będzie skrzywdzone, ze skazą na psychice, o ile nie z FAS (Alkoholowy Zespół Płodowy) i innymi upośledzeniami…

Od początku mówiliśmy, że nie będzie to noworodek, bo sami baliśmy się różnych chorób. Chcieliśmy dziecko ok. 1 roku życia żeby wiedzieć, że jego rozwój idzie w dobrą stronę. Z początku próbowaliśmy  przekonać moich rodziców.  Dla nas adopcja była jedynym najlepszym rozwiązaniem, jednak daliśmy sobie spokój. To nasze dziecko, a nie ich. To my mieliśmy je wychować i ze sobą żyć. Trzeba w którymś momencie życia zdać sobie sprawę z tego, że jesteśmy dorośli i nie musimy tłumaczyć się ze swoich decyzji nikomu.

Ile trwała cała procedura? Jak to wygląda i jakie są wymagania?

My weszliśmy na stronę internetową naszego ośrodka (najbliższy odległością od miejsca zamieszkania) i przeczytaliśmy jakie papiery są wymagane. Zadzwoniłam, by umówić się na spotkanie i podpytać o parę kwestii papierologicznych. Nasze pierwsze spotkanie nie było na zasadzie – „A bo wie Pani, chyba rozważamy adopcję” tylko przyszliśmy już z gotowymi papierami – zaświadczeniem o zarobkach, napisanym życiorysem oraz „podaniem” – musisz napisać czemu zjawiłeś się w ośrodku po dziecko.

Cała procedura to parę spotkań z psychologiem i pedagogiem, na którym luźno rozmawia się o tym kim jesteś, co lubisz, co robisz, jak poznałeś partnera i jak wam się żyje. Później są też pytania o to jak oraz ile czasu staraliście się o dziecko. Będą pytać również o poronienia. Muszą wiedzieć, czy przeżyliście już waszą stratę i czy jesteście gotowi na nowe dziecko, a nie rozpamiętujecie tego, którego już z wami nie ma. Są przeprowadzane testy na określenie twojego charakteru. Musisz wiedzieć, że nie ma w nich złych odpowiedzi. Po prostu ludzie tam pracujący chcą was poznać, ponieważ pod waszą dożywotnią opiekę dadzą „Małe Życie„.

Racja to bardzo ważne. 

Jest to również wizyta w waszym domu, gdzie pracownik ośrodka chce zobaczyć jakie macie warunki dla dziecka. Nie musi to być willa z basenem, ale są pewne wymogi typu: osobny pokój dla dziecka, bądź na początek kącik. Nie muszą być one gotowe już wtedy, bo przecież nie wiesz do końca jakie dziecko zostanie Ci zaproponowane.

Jeśli przejdziecie pozytywnie te aspekty przychodzi czas na szkolenie w ośrodku, które jest wymagane z racji prawnej – nie możesz zostać rodzicem bez jego ukończenia. Jest to 5 sobót po ok 6 godzin, gdzie poruszane są różne aspekty adopcji, wychowania w jej jawności itd. Szkolenia są już grupowe. Na naszym było łącznie 10 par – w różnym wieku, różnej religii i o różnych poglądach. Niektórzy już byli rodzicami adopcyjnymi, bądź mieli biologiczne potomstwo.

Wszystkich łączy jedno – chęć adoptowania dziecka lub dzieci. Jest to fajny czas na uzmysłowienie sobie jak wiele par również przeżyło lata starań, poronień I, że nie jesteście z tym sami. Po ukończeniu kursu masz prawo powiedzieć na jakie dziecko czekasz- w jakim wieku oraz jakiej płci. Czy akceptujesz jakieś niepełnosprawności itd. Po ukończeniu kursu przychodzi najgorsze- czekanie na TEN telefon. U niektórych trwa to parę miesięcy, a u niektórych nawet lata.

Od czego to zależy?

Szczerze? Nie wiem od czego jest to zależne. Jednak telefon zawsze dzwoni w najmniej oczekiwanym momencie. Wtedy jedziesz poznać papiery dziecka – jak się urodziło, skąd pochodzi, na jakim etapie rozwoju jest, czy odbiega od normy i tym podobne. To jest czas, kiedy decydujesz się, bądź nie, na jego poznanie. Po takim poznaniu mówisz czy to TWOJE dziecko. Jeśli tak, ośrodek wydaje Ci gotowe papiery do sądu, Składasz je, a dziecko odwiedzasz w domu tymczasowym. Rzadko kiedy dzieci są w domach dziecka. To jakiś mit.

Następnie odbywa się rozprawa, po której możesz zabrać dzieciaczka do domu. Z automatu pojawia się termin drugiej rozprawy. Na tej rozprawie, około 1-4 mies od tego jak dziecko jest u Ciebie zapada decyzja o przysposobieniu pełnym. Na tej rozprawie jesteś obecny z dzieckiem. Dostaje Twoje nazwisko, nowy akt urodzenia. Ty jesteś od teraz wpisany jako rodzic w akcie urodzenia, a dziecko dostaje nowy pesel. Ile to wszystko trwa? Średnio od pojawienia się w ośrodku do skończenia kursu jest to rok i około rok czekania na telefon. U nas było tak, że zgłosiliśmy się do ośrodka w kwietniu 2016, w lipcu 2017 córka była już u nas w domu.

Czy miałaś chwile zwątpienia? Czego najbardziej się bałaś?

No jasne. Miałam masę wątpliwości przed pojawieniem się w ośrodku. Idąc do niego nie miałam już żadnych. Były one trywialne typu- dziecko nigdy nie będzie podobne do mnie, dlaczego inni mogą raz się nie zabezpieczyć i je mieć a ja nie? Czy może jednak próbować dalej in vitro? Po takie poważniejsze: A co jeśli kiedyś mi powie, że nie jestem jego prawdziwą mamą? A co jeśli będzie chciała poznać kobietę która ją urodziła? Czy może lepiej nie mówić, że jest adoptowana? A co jeśli dzieci będą jej dokuczać? Co jeśli będzie opóźniona? Co jeśli będzie miała FAS a wyjdzie to potem? Czy ona mi wystarczy? Czy pokocham ją „jak własne„?

Jak zareagowali wasi znajomi na wieść, że zostaliście rodzicami?

Wszyscy się cieszyli. Mało kto mówił wprost, że nie widział mnie w ciąży. Generalnie szło się domyśleć, że nagle zaczęliśmy wrzucać na FB zdjęcia z 1,5 rocznym dzieckiem i podpisami- Nasze Słoneczko,  Córcia itp. Nasze rodzicielstwo zostało przyjęte bardzo ciepło, a nawet jakby nie było- to nie ich sprawa. Ludzie zawsze będą plotkować. Najważniejsze, że my jesteśmy szczęśliwi.

Co poczułaś, kiedy po raz pierwszy poznałaś swoją córkę? 

Strach, ciekawość, misję- Matka. Myślę, że wszystko to, co mama, która dostaje noworodka pierwszy raz do rąk. Ja jadąc poznać to roczne dziecko, wiedziałam, że jadę zobaczyć po raz pierwszy Swoją Córkę. Nie spałam całą noc. To, że jest moja wiedziałam już gdy zadzwonił telefon i potem, gdy odczytywano nam papiery.

Czy pokochałaś ją od razu, czy raczej ta miłość przyszła z czasem?

Nie było fajerwerek i wielkiego wybuchu miłości. Może dlatego, że była małym przestraszonym dzieciaczkiem na kolanach opiekunki z których nie zeszła przez 2 godziny? A może dlatego, że nie należę chyba do takich osób, gdzie wybucha uczucie jak z łuku Kupidyna. Miłość do męża też kiełkowała latami. Po prostu ją zobaczyłam i wiedziałam, że to moje dziecko, że muszę jej dać to co najlepsze, poprowadzić ją przez życie najlepiej jak umiem, bo będzie polegać tylko na mnie.

Córka była dzieckiem mocno związanym z opiekunką, u której spędziła prawie rok w domu zastępczym. W naszym domu płakała pierwsze 2 tyg, byłam dla niej obcą osobą, a opiekunka nagle zniknęła. Mała nie chciała dać się przytulić ani dotknąć. Pamiętam, jak płakałam w łazience po nocach, że to dziecko nigdy mnie nie pokocha i popełniłam błąd.

Progres przyszedł po 2 tyg kiedy dostała gorączki i spała u mnie na piersiach całą noc, bo tylko wtedy była spokojna. Wstałam następnego dnia z zaślinioną i mokrą pidżamą, z miękkim sercem należącym tylko do niej. Dla córki to chyba wiele znaczyło, bo od tamtej nocy jest tylko Mamusia i Mamusia. Nawet gdy siedzę w WC:)

Czy powiecie jej kiedyś, że nie jesteście biologicznymi rodzicami?

Wiedzieć będzie o tym od początku i uważam, że to jedyna słuszna droga. Moja córka jest dzieckiem bardziej wyczekanym, upragnionym i wywalczonym niż 80% tych, urodzonych biologicznie.

Jaką radę dałabyś rodzicom, którzy stoją przed tą samą decyzją? 

Musicie zadać sobie podstawowe pytanie- chcecie być rodzicami czy chcecie być w ciąży i urodzić? To bardzo ważna kwestia, by w dużym stopniu postawić kropkę nad pewnymi sprawami, typu starania o poczęcie. Nie warto się tym ciągle zadręczać. Życie w otwartości adopcji (mówienie o tym dziecku, że jest adoptowane, od samego początku) wbrew pozorom nie różni się niczym od zwykłego rodzicielstwa. Nie wstajesz codziennie z myślą, że Twoja córka czy syn jest adoptowany. Ja np. wiele razy łapałam się na tym, jakbym to ja urodziła córkę i po prostu nie pamiętała już tego okresu gdy jeszcze nie chodziła. Często też patrzę na nią i myślę: nos ma po mnie, włosy po tacie, a po chwili dodaję w myślach: chwila, chwila. To przecież nie możliwe… 🙂

Bardzo dziękuję Ci za tą szczerą rozmowę. Przeszliście z mężem długą i trudną drogę, by zostać rodzicami. Jednak udało się i teraz możecie cieszyć się tym szczęściem. Daliście je również małej niewinnej niczemu dziewczynce, która dzięki Wam będzie wiodła wspaniałe życie. Życzę Waszej rodzinie wszystkiego dobrego.

A Was moi drodzy czytelnicy zapraszam do polubienia mojego FP 

Jeśli chcecie więcej szczerych rozmów dajcie znać w komentarzach 🙂 

27 Comments on “Adopcja. Szczera rozmowa z mamą, która postanowiła dać komuś szczęście.”

  1. Dołączam się do gratulacji i życzeń. Dać dziecku dom i rodzinę to wielkie rzeczy! Nie każdego stać na tak piękną decyzję!
    Pozdrawiam.

    1. Dokładnie. To piękne, że dzięki takim ludziom dziecko może mieć prawdziwy dom i rodziców, którzy obdarzą je bezwarunkową miłością.

  2. Wzruszyłam się czytając ten wywiad. Bardzo się cieszę, że udało się adoptować tej parze dziecko, mogą mu dać dom i są szczęśliwi. Trzymam za nich kciuki!

    1. Tak, na szkoleniu trzeba potwierdzić, że powie się o tym dziecku, ale co rodzic zrobi to już jego sprawa. Jednak jak się to kiedyś wyda mogą być różne konsekwencje. Dziecko może mieć pretensje i żal.

  3. Cudownie, że mimo wątpliwości udało się! Do takiej decyzji trzeba dojrzeć i jak widać nabrać pewności. Życzę Wam dużo szczęścia i miłości.

  4. Bardzo poruszajace. Dla dziecka to straszne odejsc od opiekunki i isc do obcej osoby ktora bedzie jej matka. Ciesze sie ze malutka sie przelamala:) Taka decyzja musi byc przemyslana w kazdym calu;)

  5. Wzruszajcy, cudowny tekst. Przekaz tej mamie, ze nikt jej tak nie pokicha jak coreczka. Nie wazne kto urodzil. Wazne kto dal milisc, dobre zycie, cudowne wspomnienia. Te male stopki nuech tam tupocza z roku na rok coraz glosniej. Potem nuech bedzie ich duma. Mamy i taty.
    Bo tata te swoja mala krolewne zapewne kocha nad zycie i bedzie gonil kawalerow 🙂

  6. To pewnie zabrzmi dla wielu dziwnie, ale ja od zawsze (dosłownie, od około 3 roku życia) wyobrażałam sobie swoje dziecko jako adoptowane. I do dziś uważam, że to jedyna droga pasująca do mojej osoby. Tak biologicznie jak i mentalnie…

  7. Cudowna i poruszająca historia. W momencie przełomowym, łzy wzruszenia stanęły mi w oczach.
    Rozmawiałam kiedyś z dziewczyną, która z mężem była u progu procedury adopcyjnej. Pamiętam jednak, że ona mówiła mi o rozwlekłym procesie i długich procedurach. Z wywiadu widzę, że para miała większe szczęście.

  8. Znam kilku szczęśliwych rodziców adopcyjnych i równie szczęśliwe z nimi dzieci. To trudna decyzja, chylę czoła przed każdym, kto miał odwagę ją podjąć 🙂

  9. Ogromne gratulacje dla rodziców! Wasza córka na pewno czuje się przez Was kochana. To, ile miłości macie do niej czuć w każdym przeczytanym słowie.
    Bardzo ciekawy i mądry wywiad, z którego można dowiedzieć się wielu ważnych informacji na temat adopcji.

  10. Wspaniały wywiad.
    Pytania bardzo trafne, a odpowiedzi, no cóż. Oprócz tego, że niesamowicie mądre, to jeszcze przepiękne i wzruszające. Bardzo dużo puent, zwłaszcza ta o tym, że urodzić dziecko a zostać rodzicem to dwie zupełnie inne działki. Dzięki za tekst. <3
    Ściskam i pozdrawiam!

Jeśli podobał ci się wpis będzie mi bardzo miło, jak podzielisz się swoją opinią.