Moje dziecko nie cierpi chodzić do szkoły. Dlaczego?

Nie lubię chodzić do szkoły!

Słyszę to od jakiegoś czasu i wciąż zachodzę w głowę, co takiego targa uczuciami mojego już 8 latka, że nie chce chodzić do szkoły?

Problemy zaczęły się w przedszkolu, o czym pisałam wam we wcześniejszym wpisie (Kiedy posłać dziecko do przedszkola?). Mój syn poszedł do niego mając skończone 4 lata. Ten czas był trudny, bo często kończyło się płaczem i szarpaniną, aby wepchać go za drzwi sali. Ciągle mówił, że się tam nudzi, że on to wszystko umie i chce iść do szkoły. Miałam nadzieję, że właśnie wtedy się coś zmieni, więc jakoś dotrwaliśmy do ostatniego dnia zerówki, a w wakacje odetchnęłam z ulgą, że to koniec przedszkola i zaczniemy nowy, lepszy etap.

Pierwszy dzień szkoły to apel i pasowanie na ucznia. Widać było w jego oczach podekscytowanie. Wrzesień to czas poznawania placówki, adaptacji w grupie, a na dalszym planie jest nauka. Byłam pełna nadziei, że nasze problemy się skończyły, ale nie… Schody zaczęły się już na przełomie września i października, kiedy to mój syn oświadczył mi, że on się wypisuje ze szkoły i już tam więcej nie pójdzie. Kolejny raz te same argumenty, że się nudzi i w ogóle jest beznadziejnie.

Mikołaj jest bardzo skryty i często nie chce mówić o tym, co czuje, lub jak twierdzi psycholog wcale nie musi tego wiedzieć. Dzieci często nie potrafią określić i zrozumieć swoich emocji. My dorośli musimy stanąć na wysokości zadania i pomóc im sobie z nimi poradzić (klik).

Wyjście do szkoły

Jak to u nas wygląda?

Zwykle to ja prowadzam dzieci do szkoły. Ogarniam młodego i pakuję do wózka, starszaki w miarę sami się szykują, no chyba, że nadchodzi ten dzień… Wtedy nie ukrywam, wychodzę z siebie i staję obok. Często jest to walka i ubieranie na siłę, lub po prostu ultimatum. Mówię, że ja wychodzę i ma 10 minut, aby się zebrać. Chodzimy pieszo, więc potrzebujemy około 15-20 minut żeby dojść. Droga często wygląda tak, że najstarszy ma fochy, próbuje różnych sposobów, abym tylko się złamała. Czasami już brak mi sił i cierpliwości. Nie wiem sama skąd je czerpię. Jednak ostatnio, kiedy byłam już na skraju wytrzymałości, poprosiłam P. pedagog o pomoc. Nawet rozmowy z nią nie przynoszą żadnego skutku. Pomaga mi wtedy w ten sposób, że zajmuje młodziaka, a ja targam te 24 kg na 2 piętro i wpycham do sali. Po całej akcji jestem cała w nerwach. Trzęsę się i pytam z rozpaczą dlaczego? Taka godzina walki z synem wypompuje moje moce już na cały dzień.

Kiedy po niego wracam zawsze jest uśmiechnięty. Nigdy nie zdarzyło się tak, żeby skończył lekcje i przyszedł naburmuszony tak jak rano. Cieszy, się z powrotu do domu.

Więc jaki jest powód jego niechęci?

Sama chciałabym wiedzieć. Tłumaczy się tym, że dzieci mu dokuczają, że się nudzi, bo on to wszystko już potrafi. Ciągle ta sama gadka. Nic więcej nie da się z niego wyciągnąć.

Dowiadywałam się, bo chciałam wybadać, co takiego się tam dzieje. Fakt jest taki dzieci w tym wieku potrafią być dla siebie bardzo wredne, ale wszystkie w klasie sobie dokuczają i mój Mikołaj również to robi. Zresztą znam go nie od dziś. Widzę jaką sprawia mu frajdę, bycie złośliwym dla brata. Próbowałam rozwiązać problem. Udało nam się trochę po przeprowadzce na inne osiedle, gdzie mieszka parę osób z jego klasy. Poznał ich lepiej, więc to już był dla nas krok na przód. Chodził chętniej i coraz rzadziej zdarzało mi się robić sceny.

Zauważyłam, że największy problem pójścia do szkoły ma wtedy, kiedy wraca po chorobie lub nawet wolnym weekendzie. Poniedziałki są najgorsze. Już nawet dostał u nas ksywkę „Nienawidzę poniedziałków”, jednak staram się tego nie mówić przy nim, ponieważ to może go demotywować. To tzw. przypisywanie roli dziecku, o którym uczyłam się na warsztatach dla rodziców.

Właśnie dlatego zaczęłam chodzić na te warsztaty, żeby pomóc swojemu dziecku, ale też sobie. Chciałam go lepiej zrozumieć i zrobić coś, żeby to zmienić. Przed nami za moment 2 klasa. Jakoś nie wierzę, że po prostu z tego wyrośnie… Mam cichą nadzieję, ale co będzie czas pokaże niebawem…

A jak to jest u Was? Czy tylko my jesteśmy takim wyjątkiem?

6 Comments on “Moje dziecko nie cierpi chodzić do szkoły. Dlaczego?”

  1. Hmmm, ciekawe, to o czym piszesz…
    Kilka myśli przychodzi mi do głowy. Może syn nie umie wejść w grono rówieśników? Izoluje się, a więc nie chce tam chodzić, gdzie są dzieci?
    Może ma problemy typu SI, nadwrażliwość słuchowa, czyli coś, o sprawia, że nie rozumie poleceń, że nie umie pracować jak grupa?
    A może to nad wyraz bystre, inteligentne dziecko? Historia zna takie przypadki 🙂
    Trzymam kciuki!!!

    1. Jest bardzo inteligentny. Ma problem z rówieśnikami już od przedszkola. Ciężko mu pracować w grupie to wszystko prawda. Chciałby być liderem we wszystkim.

  2. Takie ciśnięcie na siłę, zmuszanie do rozmowy o tym, co jest nie tak, też pewnie nie da nic dobrego. Bardzo racjonalnie do tego podchodzisz. Podoba mi się to. Zamiast wyszukiwać na siłę chorób psychicznych tak, jak mają to w zwyczaju niektórzy rodzice.

Jeśli podobał ci się wpis będzie mi bardzo miło, jak podzielisz się swoją opinią.