Matczyna cierpliwość, często wisi na włosku. Co na to dziecko?

Matczyna cierpliwość.

Matczyna cierpliwość, jak to z nią jest? Zanim zostałam mamą, a już planowałam lada moment nią być, miałam wizję swojego idealnego macierzyństwa. Naoglądałam się super niani i innych tego typu programów. Zawsze sobie powtarzałam : ” O nie ! Moje dzieci takie nie będą! Nie pozwolę na to”. No… Wiadomo, najlepszym i najmądrzejszym rodzicem jest się, dopóki one nie przyjdą na świat. Zawsze wiedziałam, co bym zrobiła oglądając bezsilność matek płaczących dzieci w sklepie, czy na placu zabaw.

Jeśli chodzi o moją cierpliwość… Nie miałam jej nigdy. Zawsze lubiłam mieć to, co sobie wymyśliłam natychmiast. Często mi się to nawet udawało. W relacjach międzyludzkich wydaje mi się, że ją posiadałam. Tak, mówię to w czasie przeszłym, ponieważ ostatnio nie trudno mnie z równowagi wyprowadzić, niestety… Mam wrażenie, że robię się antyspołeczna.

Matczyna cierpliwość. Kiedy ją tracimy?

Mogłabym to wytłumaczyć przemęczeniem, natłokiem spraw, problemami, ale czy na pewno jest to wystarczający powód do frustracji? Aby krzyczeć na dzieci? Pokłócić się z mężem? Porozrzucane zabawki, bijące się rodzeństwo, hałasujące dzieci, kiedy młodszy brat śpi. Wypowiadania wciąż tych samych poleceń i braku reakcji.

Sama często łapię się na tym, że w sumie mogłabym zapanować nad nerwami, ale łatwiej człowiekowi jest pozbyć się złości przekazując ją drugiej osobie. I tak kółko się zamyka. Złość to taka wielka kula, która nas uwiera. Kiedy chcemy się jej pozbyć, często nie zdajemy sobie sprawy, że krzycząc do dziecka, my naturalnie się od niej uwalniamy, a ta niewidzialna kula wędruje do tego malutkiego ciałka. Więc jak sobie z nią radzi dziecko? Tak samo jak my, dorośli. Chce ją z siebie wyrzucić, stąd krzyki, agresja, niszczenie przedmiotów. Te złe zachowania, których w swoich dzieciach nie lubimy.

My krzyczymy, dziecko krzyczy. My karamy, dziecko się złości jeszcze bardziej. Wiem jak trudno jest zachować spokój. Nie wielu znam ludzi, którzy posiadają anielską cierpliwość. Jak się tak dłużej zastanowię to chyba wcale. Istnieje jednak dla nas szansa, ponieważ nad tym da się pracować! Ale na ten temat napiszę kiedy indziej.

Mimo tego, że wiemy jak krzyk działa na nasze dzieci, my rodzice często nie panujemy nad sobą, co przekłada się na relacje w naszym domu. Odbija się to na wszystkich domownikach. Warto jest, więc się zastanowić. Zatrzymać, odpuścić. Często są sytuacje, które można rozwiązać inaczej. Czasami lepiej coś zostawić i wrócić do rozmowy, kiedy wszystkie złe emocje opadną. Wystarczy też nauczyć się rozmowy z dzieckiem. Efekty nie zawsze przychodzą od razu, niestety. Ale warto. Dla dziecka i nas samych.

Matczyna cierpliwość. Jak nie jej nie tracić?

Skoro tracimy ją przede wszystkim przez swoje dziecko to wydaje mi się, że rozmowa z nim i wsłuchanie się w to, co do nas mówi jest pierwszym krokiem, aby wszystkim nam żyło się lepiej. Mam tu dla Was małą ściągawkę wystarczy wrócić do moich wcześniejszych wpisów, które pomogą rodzicowi zrozumieć swoje dziecko oraz znaleźć rozwiązanie w sytuacjach dla nas trudnych.

Jak pomóc dziecku radzić sobie z trudnymi emocjami?

Zaprzeczenie dziecięcym uczuciom.

Jak chwalić dziecko, aby przyjęło pochwałę.

Rywalizacją między rodzeństwem, jak to ogarnąć?

Chcesz mieć samodzielne dziecko? Pozwól mu wykonać wyboru.

Jak uwolnić dziecko od przypisanej mu roli?

Powodzenia, nam wszystkim… 😉

Zapraszam na nasz instagram (klik)

14 Comments on “Matczyna cierpliwość, często wisi na włosku. Co na to dziecko?”

  1. Sztuka bycia opanowanym przy dzieciach łatwa nie jest. Błędy popełniamy sami nie zdając sobie z tego sprawy. A później to już lawina… złości, krzyk, płacz. Wspieram się wiedzą pozytywnej dyscypliny i dużo mi to pomaga jako mamie 🙂

    1. My mamy nie zawsze wiemy jak reagować, ale to nic złego. Na szczęście są źródła, z których możemy czerpać wiedzę.

Jeśli podobał ci się wpis będzie mi bardzo miło, jak podzielisz się swoją opinią.