Strach o własne dziecko, czyli o tym czego boi się mama. Rozmowa z Matką Prezesa.

Strach o własne dziecko.

Będąc dzieckiem nie rozumiałam, dlaczego rodzice zabraniają mi iść na „drugie podwórko”, każą mi wracać tak wcześnie do domu, nie chcą puszczać na zakupy do galerii czy nie pozwalają jeździć nad jezioro 8 km rowerem. Często byłam na nich zdenerwowana, buntowałam się. Bywało, że robiłam te rzeczy w ukryciu nie zdając sobie sprawy, że gdyby mi się coś stało oni mieliby poważne kłopoty. Byli rozsądni i ostrożni. Ja wtedy myślałam, że robią to specjalnie, na złość mi. Nie odbierałam tego jako ich strach czy zmartwienie.

Mama całe dzieciństwo i czas, kiedy byłam nastolatką powtarzała mi „Zobaczysz jak będziesz miała swoje dziecko, będziesz się martwić tak samo jak ja o ciebie. Ciekawe czy pozwoliłabyś jemu na to, co ty byś chciała robić teraz”. Te słowa działały na mnie jak płachta na byka… To było dla mnie absurdalne, przecież uważałam, że to nic takiego. Czułam, że mi nie ufają, nie wierzą.

Wszystko zmieniło się, kiedy zaszłam w pierwszą ciążę. Życie pokazało mi już od pierwszych tygodni ciąży, co to znaczy strach o własne dziecko. Miałam ciążę zagrożoną i różne rzeczy się działy w tym płodowym czasie (zobacz tu) mojego synka. Druga ciąża to przedwczesne skurcze, a trzecia to problemy zdrowotne u syna od 3 trymestru i przedwczesny poród. Teraz doskonale wiem, co czuła moja mama. Rozumiem ją, ale tak to już jest, że człowiek pewnych rzeczy musi doświadczyć sam. Kiedy staram się uchronić chłopców przed niebezpieczeństwem, to zdarza mi się powtarzać jej słowa. Wtedy moje dzieci patrzą na mnie tak, jak ja wtedy na swoją mamę…

Czego boi się mama?

Oczywiste jest to, że mama boi się przede wszystkim o zdrowie i życie swojego dziecka. Szczególnie ten strach odczuwają rodzice, których dzieci mają problemy zdrowotne czy mamy wcześniaków. Każdego dnia zmagamy się z niekontrolowanym strachem. W miarę upływu czasu zmieniają się nam powody. Mam nawet nieodparte wrażenie, że się wręcz mnożą.

10 rzeczy, o które najbardziej się boimy to:

1.  Prawidłowy rozwój dziecka.

2. O to, że dziecko poważnie zachoruje.

3. O to, czy będziemy/jesteśmy wystarczająco dobrą mamą.

4. O to, że możemy mieć wypadek lub zachorujemy na raka przez, co osierocimy dziecko.

5. Czy dobrze wychowamy dziecko.

6. Czy dziecko będzie zaakceptowane przez rówieśników.

7. O to czy nikt nigdy nie skrzywdzi naszego dziecka.

8. Czy będzie się dobrze uczyć i znajdzie w przyszłości wymarzoną pracę.

9. Czy ułoży sobie życie z odpowiednią osobą.

10. Czy będzie szczęśliwe.

Z pewnością znajdzie się więcej rzeczy , które można wymienić. Każda z nas o czymś myśli, a potem dba o to, by zapobiec nieszczęściu jakie może spotkać nasze dziecko. To naturalna kolej rzeczy. „Uważaj, bo się przewrócisz”, „Rozwalisz głowę”. „Wybijesz sobie zęby”, „Patrz uważnie przechodząc przez ulicę”, „Nie siedź na zimnym, bo się rozchorujesz” Znacie to prawda? My mamy czasami, aż za nadto próbujemy uchronić dzieci, ale to silniejsze od nas. Dość często łapię się na tym, że trochę przesadzam. Wiem, że nie przeżyję za nich życia, więc muszę pozwolić im popełniać błędy. Sama miałam ku temu okazję. Przyznaję, że bywa to dla mnie trudne.

Co na to tata?

Patrząc na mojego męża odnoszę wrażenie, że mężczyźni są bardziej spokojni i opanowani. Kiedy my panikujemy oni jakimś cudem zachowują trzeźwość umysłu. Zwykle to facet uspokaja kobietę i wspiera słowami,  „wszystko będzie dobrze”. Próbują wybić nam z głowy te czarne scenariusze, które w ułamku sekundy potrafimy sobie stworzyć. Oni po prostu wiedzą, że musi być dobrze, albo biorą na siebie ten ciężar udając skały, ale w głębi serca gdzieś ten strach odczuwają.

Na koniec mam dla was rozmowę z Matką Prezesa, jedną z moich ulubionych blogerek parentingowych. Pozwoliłam sobie zapytać ją o to, czego się boi?

Jesteś mamą dwóch wcześniaków, strach o dzieci towarzyszy Ci od początku macierzyństwa, to zrozumiałe. Czy teraz, kiedy ten najgorszy strach minął pojawił się nowy?

Ja nie znam pojęcia „macierzyństwa bez strachu” i nie wiem czy ktokolwiek takie macierzyństwo zna. Jedyne, co może być inne to skala tego strachu, bo każdy z nas nakłada swój strach na własną miarę problemów. Kiedy na świat przyszedł mój starszy syn walczyliśmy o jego życie, więc poznałam najgorszy z możliwych strachów – dziecko było na granicy życia i śmierci, walczące o każdy oddech na OITN, w miejscu cudów i tragedii. Ale kiedy chłopcy wychodzili do domu ze szpitala bałam się nadal o ich życie, nawet to nie zagrożone. To chyba naturalny odruch. Poza tym dochodził strach o rozwój – głownie starszego syna i to jak będzie wyglądała nasza przyszłość, jak sobie poradzą jego sztucznie podtrzymywane przy życiu organy.

Czy nachodzą cię czasem czarne myśli, które potęgują strach ? 

Oczywiście 🙂 Zwłaszcza jak chłopcy są chorzy, czy tak jak dzisiaj jechaliśmy z młodszym synem na chirurgię i musiał mieć robiony RTG czaszki, bo niefortunnie spadł z łóżka.

Czy boisz się o obu tak samo czy raczej są to inne sytuację ?

Myślę, że o obu boję się tak samo mocno, tylko u każdego mam inny strach. U Jasia jest to strach o dalszy rozwój, często boję się, że będziemy musieli spłacić dług za to, że oszukano naturę, że wysiądą mu narządy, które tak bezlitośnie sztucznie podtrzymywano przy życiu. A u młodszego syna to raczej strach związany z codziennością – czy sobie czegoś nie złamie, nie rozbije głowy. Każde z moich dzieci jest dla mnie tak samo ważne i u każdego z nich życie i zdrowie jest dla mnie priorytetem. Strach o nich jest naturalnym procesem macierzyństwa.

Czy myślisz, że to minie kiedy będą dorośli ?

Absolutnie nie 🙂 Będę miała inną skalę „strachu” zapewne, ale nadal będę się o nich bała. Moja mama też się nadal o mnie boi. Zawsze muszę jej pisać sms’a jak już dojadę gdzieś gdzie jadę. I to już raczej nie minie :).

W stu procentach się z Tobą zgadzam i dziękuję Ci, że zechciałaś udzielić mi tych kilku odpowiedzi. Z całego serca życzę zdrowia dla Jasia i Stasia 😉 

A wy? czego się boicie? Podzielcie się w komentarzach swoimi przemyśleniami 🙂

24 Comments on “Strach o własne dziecko, czyli o tym czego boi się mama. Rozmowa z Matką Prezesa.”

  1. Wiesz, u nas panikarzem był mój mąż. To on minutę po wyznaczonej godzinie powrotu zaczynał pisać czarne scenariusze. Ja do wszystkiego podchodziłam spokojnie, może dlatego, że tak zostałam wychowana? O mnie nikt się nie martwił i nie troszczył. Tzw. zimny wychów. Gdy wyszłam za mąż moja teściowa otoczyła mnie większą opieką niż rodzina. Ona potrafiła się troszczyć i martwić. Do dziś to robi, choć mam 50 lat. A dzieci po prostu mają być szczęśliwe i czuć się kochane.

  2. Oj tak… tyle prawdy w tym wpisie. Mam wrażenie, że mamy boją się o dziecko nawet wtedy, gdy nie ma takiej potrzeby 😉 Za to tatusiowie mają dużo więcej luzu, więc nic w przyrodzie nie ginie 🙂

  3. Zgadzam się w 100% z Twoją listą 😉 odnoszę jednak wrażenie że ten strach powoduje że niektóre mamy chcą dziecko trzymać pod kloszem 😉

  4. Ja z kolei czasem mam wrażenie, że matki mniej się boją o własne dzieci niż obcy ludzie. Przykładem może być to, że jak widzę, że jacyś rodzice idą 10 metrów od dwurocznego dziecka i to przy jezdni, to moje serce praktycznie staje. Zważywszy na to, że dzieci zazwyczaj mają jakieś zabawki i jeśli wypadną na jezdnię może być niewesoło… :/

  5. Strach i poczucie winy, że się nie jest wystarczająco dobrą mamą – mam wrażenie, że to się dostaje w pakiecie przy porodzie. Ja się najbardziej boję, że przegapię u dzieci pierwsze objawy jakiejś groźnej choroby, że nie zauważę w porę jakiegoś zagrożenia, że nie przygotuję ich wystarczająco dobrze do radzenia sobie w środowisku szkolnym i nastoletnim. Że ich zawiodę w jakiś sposób…

Jeśli podobał ci się wpis będzie mi bardzo miło, jak podzielisz się swoją opinią.